20
marca
17
marca

 

Tym razem demagogia przegrała z demokracją. Holenderskie wybory parlamentarne przyniosły zwycięstwo rządzącej partii premiera Rutte, choć nie obyło się bez strat w liczbie miejsc w Parlamencie. Jednoosobowa partia Geerta Wildersa zyskała nieco, choć znacznie mniej niż wskazywały sondaże sprzed kilku tygodni. Duże zasługi w ratowaniu VVD miała Turcja, potyczka dyplomatyczna pozwoliła bowiem premierowi Rutte okazać stanowczość wobec islamu, przekonując część zwolenników radykalnej prawicy. Tak naprawdę jednak Holandia nie jest dobrym wyznacznikiem tego co może dziać się we Francji czy Włoszech. Prawica holenderska skupia się bowiem na kwestiach imigracyjnych, jest mało eurosceptyczna i zaskakująco liberalna w kwestiach obyczajowych. Nijak ma się to do typowej europejskiej prawicy, która z reguły podszyta jest antysemityzmem, konserwatyzmem w kwestiach obyczajowych i niesie na sztandarach postulat demontażu Unii Europejskiej, lub takiego jej zreformowania, które w praktyce jest demontażem. Choć Marine Le Pen wiele pracy poświęciła, aby oczyścić swoją partię z antysemickiego dziedzictwa jej ojca, to w porównaniu z nią Geert Wilders prezentuje się jako centrysta. Tak więc liberalna Holandia odbiega od standardowych europejskich społeczeństw. In plus jeśli mogę wyrazić swoje zdanie.
 
Tymczasem rynki nie są pewne, jakie jest ryzyko zwycięstwa skrajnej prawicy. Obecnie spread między dziesięcioletnimi obligacjami Francji i Niemiec wynosi 65 punktów bazowych i jest to poziom stabilny od mniej więcej miesiąca. Porażka Wildersa nie zmieniła percepcji. Po wyborach w Holandii różnica w rentownościach spadła na chwilę do 58 punktów, aby szybko wrócić do aktualnej wartości. Maksymalny spread obserwowaliśmy w połowie lutego, kiedy sięgnął 80 pb, jednak jest to niewiele w porównaniu z ponad 130 punktami w 2011 roku, kiedy inwestorzy na poważnie brali niebezpieczeństwo rozpadu Strefy Euro. W ciągu ostatnich 5 lat spread ten wynosił przeciętnie 50 punktów.
 
Tego samego dnia co wybory była oczywiście także decyzja Fed w sprawie stóp procentowych, wydarzenie największego kalibru. Zgodnie z oczekiwaniami, FOMC zadecydował o podniesieniu stopy o 0,25%. Ciekawy był natomiast towarzyszący tej decyzji komunikat i konferencja prasowa Janet Yellen. Szybko pojawił się termin „gołębia podwyżka”, jako że formalnemu zaostrzeniu polityki pieniężnej towarzyszył „gołębi” w swojej wymowie komentarz wskazujący na umiarkowaną siłę wzrostu gospodarczego i przede wszystkim „kropki” potwierdzające, że czekają nas w tym roku jeszcze dwie podwyżki. Reakcja rynku wskazuje, że spodziewano się raczej sygnału, ze podwyżek będzie w tym roku więcej. Rentowności 10-letnich amerykańskich obligacji spadły w dniu decyzji o 10 punktów bazowych, w kolejnych dniach jednak znowu rosły, pozostając poniżej 2,55% wobec 2,62% przed dniem posiedzenia FOMC.
 
Na rynku obligacji Strefy Euro przez chwilę także panowały nieco lepsze nastoje, ale szybko zostały rozwiane przez powrót rozważań, czy jest możliwa podwyżka stóp EBC jeszcze przed zakończeniem programu skupu. Oliwy do ognia dolał członek Rady, Novotny, który wprost zasugerował, ze taka opcja jest rozważana.
13
marca
10
marca

Rynki akcji dostały lekkiej zadyszki w mijającym tygodniu. W Europie Zachodniej indeksy nieco zwyżkowały, z wyjątkiem Londynu, gdzie mimo piątkowej zwyżki, cały tydzień zamknie się zapewne niewielkim spadkiem. DAX i CAC40 minimalnie wzrosły, widać jednak, że siła wzrostowego impulsu powoli wygasa w przypadku Frankfurtu i rynek potrzebuje jakiegoś nowego sygnału. Zyskiwały za to parkiety we Francji i Włoszech, co wynika z lepszej atmosfery politycznej. Najnowsze sondaże dają bowiem Marine Le Pen mniejsze szanse na prezydenturę. Jej szanse zaś to ogólnoeuropejski miernik nastrojów populistycznych. Kierunek jaki obierze Francja będzie decydujący dla przyszłości Europy.

Także na warszawskiej giełdzie przeważały spadki, lepiej poradziły sobie natomiast akcje deweloperów. Wiele wskazuje na to, że zaczął się boom mieszkaniowy, wynikający z poprawy koniunktury gospodarczej. Rekordowo niskie bezrobocie, szybki wzrost wynagrodzeń i socjalny dopalacz robią swoje. Może się okazać, że tym razem hossa na rynku mieszkaniowym nie będzie tak wielka jak przed kryzysem 2008 roku ale będzie wynikało to jedynie z większych problemów w uzyskaniu kredytu. Nowe regulacje, w tym wymagany wkład własny, skutecznie ograniczą siłę nabywczą. Z drugiej strony należy się cieszyć, bo tym razem hossa ma szansę być wyższej jakości.

Jakość może się okazać znacznie ważniejsza, niż mogłoby się to obecnie wydawać. Problemy Strefy Euro i całej Unii wiążą się z rosnąca falą populizmu, który już wydał zatrute owoce w postaci Brexitu. Może jednak okazać się, że w przypadku Polski pojawią się dodatkowe problemy. Czynnikiem, na którym opierają się optymistyczne prognozy wzrostu są inwestycje infrastrukturalne. Co jednak stanie się, gdy ich nie będzie, lub raczej ich skala będzie znacznie mniejsza? Taki dramatyczny scenariusz staje się niestety coraz bardziej prawdopodobny. Brexit i w konsekwencji brak zgody Brytyjczyków na dalsze łożenie na biedniejszą część Unii może zmusić Komisję Europejską do rewizji wieloletniego budżetu. Czy wobec jawnego izolacjonizmu Polski, który kulminację osiągnął przy okazji wyborów nowego Przewodniczącego Rady Europy, nasz kraj może liczyć na przychylność? Najprostszym sposobem na pozbawienie Polski znacznej części funduszy jest taka zmiana progów PKB per capita określających komu finansowanie się należy, a komu nie, która przesunie większość finansowania do najnowszych członków Unii. Niestety, ten scenariusz po czwartkowym blamażu w Brukseli staje się mocno prawdopodobny. Obecny prezydent Francji Holland wprost powiedział premier Szydło: „wy macie zasady, my fundusze infrastrukturalne”. Złudna jest też nadzieja, że w razie czego nowa, radykalna europejska prawica wesprze polski rząd. Nawet jeśli Le Pen wygra, to na pewno wyżej postawi interes francuskiego podatnika niż polskiej prawicy. Zachowanie premiera Orbana powinno dać polskim władzom do myślenia w kwestii sojuszy naszego kraju. Na razie niestety przegrywamy 27:1.

Bazowe rynki obligacji wyczekiwały na koniec tygodnia. W czwartek decyzję w sprawie polityki pieniężnej ogłosił EBC. Sam oficjalny komunikat był raczej neutralny i inwestorzy nie zareagowali. Zgodnie z oczekiwaniami interesująca okazała się dopiero sesja pytań i odpowiedzi podczas konferencji prasowej Mario Draghi’ego. Wyszło na jaw, iż podczas posiedzenia rozważane było zaostrzenie retoryki komunikatu, m.in. poprzez usunięcie sugestii, iż w razie czego stopy mogą zostać jeszcze obniżone. Komunikaty są redagowane bardzo starannie, jak się bowiem okazuje nawet niewielka zmiana w użytym słownictwie ma ogromną siłę rażenia. Groźba eliminacji jednego słowa (niewiele przesadzając) i dobra ocena stanu gospodarki (realistyczna i wyważona) doprowadziły do dość gwałtownej wyprzedaży obligacji Strefy Euro. Rentowność niemieckich 10-latek wzrosła do 0,44% z 0,38% przed posiedzeniem. Także papiery rządu amerykańskiego staniały i piątek rozpoczęły z rentownościami powyżej 2,6%. Tego dnia rynki wyczekiwały na raport o nowych miejscach pracy w Stanach Zjednoczonych, słynne NFP. Choć konsens prognoz wynosił 200 tysięcy, to po środowych ADP, które okazały się znacznie lepsze od oczekiwań, apetyt inwestorów znacznie wzrósł. W efekcie, mimo że NFP wyniosły 235 tysięcy, inwestorzy byli rozczarowani. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych spadły o 3 punkty bazowe, także w Europie papiery rządowe nieco zdrożały. W momencie pisania tego tekstu zamieszanie po amerykańskich danych trwało w najlepsze. Biorąc pod uwagę dane makro, kierunek zmian rentowności wydaje się być jednak przesądzony i niedługo powinniśmy ujrzeć 0,5% jako rentowność 10-letniego bunda.

Polski rynek obligacji SP wykazał się zadziwiającą odpornością na wzrosty rentowności na rynkach bazowych. Po decyzji EBC pojawili się sprzedający ale w piątek w ciągu dnia przeważył popyt i wygląda na to, że tydzień zamknął się tak jak się otworzył, czyli w przypadku dziesięciolatek z rentownością 3,71%. Być może dopiero publikacja wstępnych danych o inflacji przesunie polską krzywa dochodowości nieco wyżej. Odczyt może być bowiem mocno zbliżony do celu inflacyjnego NBP.
07
marca
Skarbiec TFI – jedno z największych na polskim rynku towarzystw funduszy inwestycyjnych –  na koniec stycznia 2017 roku zarządzało aktywami netto o wartości ponad 19,44 mld PLN.

Aktywa funduszy akcji, mieszanych i alternatywnych zarządzanych przez Skarbiec TFI na koniec lutego b.r. wyniosły 1683,0 mln PLN, co oznacza wzrost o 11,9% w porównaniu z końcem 2016 roku.

Aktywa funduszy pieniężnych, obligacji i aktywów niefinansowych zarządzanych przez Skarbiec TFI na koniec lutego b.r. wyniosły 1711,5 mln PLN (+4,7% vs 2016 r.).

Napływy netto do funduszy finansowych w okresie styczeń-luty 2017 przekroczyły poziom 150 mln PLN.

– Zgodnie z naszymi oczekiwaniami w lutym rynki kontynuowały dobrą passę z początku roku, co przełożyło się na dalszy wzrost aktywów finansowych zarządzanych przez Skarbiec TFI. Był to kolejny miesiąc wysokiej dynamiki wzrostu aktywów funduszy akcji, mieszanych i alternatywnych. Aktywa tej grupy funduszy sięgnęły na koniec lutego 2017 r. 1683 mln PLN, co oznacza wzrost o 6% w porównaniu z końcem stycznia b.r. Lepsze zachowanie GPW na tle światowych rynków stymulowało aktywa funduszy akcyjnych i mieszanych - Skarbiec Akcja zyskał w lutym 30,8 mln PLN a Skarbiec Spółek wzrostowych 9,2 mln PLN. Od początku roku aktywa tych funduszy zwiększyły się o odpowiednio 69,3 mln PLN i 14,5 mln PLN. Jest to efekt zarówno napływów środków od Klientów, jak i dobrych wyników inwestycyjnych. Warto odnotować, że w rankingu serwisu Analizy Online za luty fundusz Skarbiec Akcja zajął drugie miejsce w grupie funduszy akcji polskich uniwersalnych. Szczególnie cieszą nas napływy do funduszy otwartych akcyjnych ponieważ jest to sytuacja od dawna nieobecna na polskim rynku. Wśród funduszy mieszanych wyróżniały się w minionym miesiącu Skarbiec Waga i III Filar, których aktywa wzrosły o 10,2 mln PLN (+18,8 mln PLN YTD). Luty był także kolejnym miesiącem, w którym bardzo dobrze zachowywały się fundusze alternatywne i absolute return, których aktywa wzrosły o 44 mln PLN i sięgnęły w na koniec lutego blisko 750 mln PLN (+84 mln PLN YTD). Ich udział w całości aktywów funduszy detalicznych zarządzanych przez Skarbiec TFI osiągnął w lutym 2017 r. rekordowy poziom 22,1%. Aktywa funduszy Skarbiec Multiasset FIZ i Skarbiec ARGO FIZ, inwestujących zgodnie ze strategią global macro, wzrosły odpowiednio o 46,5 mln PLN (+62,5 mln PLN YTD), do ponad 211 mln PLN i o 21,2 mln PLN (+43,6 mln PLN YTD) do ponad 123 mln PLN. – mówi Marek Rybiec, prezes zarządu Skarbiec Holding S.A.  

 
06
marca

Ta strona używa plików cookies. Kontynuując wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej w tutaj.
Akceptuję  |   Ukryj