23
czerwca

Obecna sytuacja na globalnych rynkach, a zwłaszcza na rynku obligacji, nasuwa pytanie, na ile wiara w powrót inflacji była związana ze wzrostem cen ropy naftowej. Skok notowań z okolic 20 dolarów za baryłkę w pobliże 60 dolarów robił wrażenie i stał się bazą do dynamicznego przyspieszenia szerokich indeksów cen. W II kwartale tego roku sytuacja uległa zmianie. Trwający od końca maja odwrót na rynku ropy był kolejnym czynnikiem, który zachwiał wiarę inwestorów w reflację. Indeks cen surowców energetycznych Bloomberga spadł od początku roku o 24%, co z całą pewnością wpłynie na wskaźniki CPI. Wiara ta słabnie zresztą już od dłuższego czasu i dokładnie widać to w spadających rentownościach obligacji na całym świecie, a zwłaszcza na rynkach rozwiniętych, bo drożejące obligacje na rynkach wschodzących to także efekt napływu kapitału. Z kolei na rynkach akcji ceny rosną, co oznacza, że nadal przeważa optymizm wynikający z wiary w dobre perspektywy wzrostu gospodarczego. Zanik podręcznikowej relacji między cenami akcji i obligacji stał się powodem do niepokoju dla wielu inwestorów, ceny akcji i obligacji nie powinny bowiem rosnąć w tym samym czasie.
 
Wracając do inflacji, spadające ceny ropy nie muszą oznaczać, że inflacja nie zacznie rosnąć. Oczywiście, droższe surowce energetyczne spowodują wzrost indeksów CPI ale będzie to impuls krótkotrwały. Podobnie jak w przypadku spadków cen ropy, inflacja ulegnie ograniczeniu tylko na pewien czas. Taka jest natura szoków podażowych. Tym, co przesądza o tempie wzrostu cen jest luka popytowa czyli różnica między potencjalnym a rzeczywistym tempem wzrostu gospodarczego. Jeżeli gospodarka rośnie wolniej niż mogłaby przy pełnym wykorzystaniu czynników produkcji czyli pracy i kapitału, nie pojawia się presja na wzrost cen ponieważ można łatwo zwiększać produkcję. Dopiero zbliżenie się do pełnego wykorzystania czynników produkcji, czyli na przykład do naturalnej stopy bezrobocia powoduje, że wobec braku możliwości szybkiego zwiększenia podaży, producenci zaczynają podnosić ceny. Głównym problemem z tym konceptem jest fakt, że do końca nie wiadomo jakie jest potencjalne tempo wzrostu gospodarczego. Być może właśnie tu jest odpowiedź na pytanie, dlaczego w warunkach poprawiającej się koniunktury nie pojawiła się inflacja. Dostępne szacunki wskazują na przykład, że w Stanach Zjednoczonych luka popytowa została domknięta. Może jednak szacunki te są mylne? Być może zmiany technologiczne, np. pojawienie się zjawiska „sharenocmics”, czyli usług takich jak BlaBla Car czy Airnnb, pozwalają zwiększyć efektywność już istniejących zasobów. Jeżeli tak jest, to dopóki ekonomiści nie znajdą sposobu aby te zmiany w swoich modelach uwzględnić, nie będziemy wiedzieli czy inflacja już powinna się pojawić czy też jeszcze trzeba na nią poczekać. Z tego wypływa dość krzepiąca myśl, że być może nie mamy do czynienia z jakąś ekonomiczną aberracją i jednoczesny wzrost cen akcji i spadek rentowności nie doprowadzi do jakiejś strasznej katastrofy.

 
20
czerwca
12
czerwca
09
czerwca

W Wielkiej Brytanii Partia Konserwatywna jednocześnie wygrała i przegrała wybory do niższej izby brytyjskiego Parlamentu. Wygrała, bo zdobyła najwięcej, prawdopodobnie 319 w liczącej 650 miejsc Izbie Gmin. Jest to pewien sukces, jednak porażka była znacznie bardziej dotkliwa. Na tyle, że nikt wśród Torysów o wyniku wyborów nie myśli w kategorii zwycięstwa. Stracili oni 11 miejsc w stosunku do stanu przed wyborami i nie uzyskali absolutnej większości. Nie tak miało to wyglądać. Gdy Theresa May ogłaszała wcześniejsze wybory, jej partia dysponowała w sondażach bezpieczną, 20 punktową przewagą. W jakiś sposób Partii Konserwatywnej udało się roztrwonić ten kapitał i w przeddzień rozpoczęcia negocjacji z Unią Europejską, w brytyjskim parlamencie zapanowała patowa sytuacja. Zbyt daleko posunięte byłoby jednak wiązanie twardej postawy Torysów w sprawie Brexitu z wyborczą porażką. Zadecydowały raczej zbytnia pewność siebie i długie pasmo kampanijnych potknięć. Teraz możliwe są trzy scenariusze: koalicja, rząd mniejszościowy zawierający doraźne sojusze dla poszczególnych ustaw lub kolejne wybory. Na razie premier May zapewniła tylko, że nie zamierza złożyć rezygnacji i będzie tworzyła koalicję z północnoirlandzką Partią Demokratycznych Unionistów. Konsekwencje wyniku brytyjskich wyborów trudno na razie ocenić, z całą pewnością jednak niepewność wzrosła. Funt stracił prawie 2%, kosmetycznie osłabły brytyjskie papiery skarbowe. Rynek nie lubi zaskoczeń. Kolejne wybory, trzecie w ciągu trzech lat, stały się całkiem prawdopodobne.
 
Do tej pory taka dynamika była typowa dla Włoch, z których w tym tygodniu napłynęły z kolei dobrze przyjęte przez rynki wieści. Pomysł wcześniejszych wyborów został, jak się zdaje, pogrzebany na dobre, w związku z czym kulminacja ryzyka politycznego odsunęła się w czasie, zapewne do wiosny przyszłego roku. Na razie sondaże wskazują na równe szanse populistycznego Ruchu 5 gwiazd i Partii Demokratycznej z 27-29% poparciem, z Forza Italia Berlusconiego (tak, to ten od „bunga bunga”) i Ligą Północną na dalszych miejscach. Do marca przyszłego roku zostało jednak jeszcze sporo czasu. Rynek włoskich obligacji jest więc bardziej wrażliwy na informacje z innych krajów, choć akurat upadek pomysłu wcześniejszych wyborów przysłużył się im i spread do Bundów spadł o 10 punktów bazowych.
 
Natomiast już tylko dwa dni dzielą nas od pierwszej tury wyborów parlamentarnych we Francji. Tu sondaże wskazują na zdecydowaną przewagę En Marche Emmanuela Macrona. Ma ona realną szansę zdobyć w okolicach 70% miejsc w Parlamencie. W ciągu 14 miesięcy od powstania, ruch Macrona zepchnął do całkowitej defensywy dwie dotąd dominujące partie: Republikańską i Socjalistyczną. Front Narodowy Marine Le Pen może liczyć na góra 10 w liczącym 577 miejsc ciele ustawodawczym. Spread francuskich obligacji do Bundów spadł jeszcze bardziej i w piątek wynosił 30 punktów bazowych. Przed pierwszą turą wyborów prezydenckich sięgał ponad 70 punktów. Oznacza to, że powrócił do poziomu z końca 2015 roku.
 
Pewne źródło niepokoju dla rynków może się natomiast pojawić po drugiej stronie Pirenejów. Władze Katalonii zapowiedziały na dziś ogłoszenie terminu referendum w sprawie secesji tego regionu z Hiszpanii. Rząd w Madrycie uważa pomysł za niekonstytucyjny. Na razie jednak rynki nie widzą zagrożenia z tej strony i po przejściowym wzroście spreadu do Bundów w związku z pogłoską o wcześniejszych wyborach we Włoszech, hiszpańskie papiery znowu się umocniły, a spread ten spadł poniżej 120 punktów bazowych.
 
Nic nie zmieniło czwartkowe posiedzenie EBC. Stopy pozostały na niezmienionym poziomie, skup aktywów także. Zgodnie z oczekiwaniami z komentarza do decyzji zniknął fragment o możliwym obniżeniu stóp. Pojawiła się za to informacje, że zdaniem banku centralnego strefy euro bilans ryzyka dla wzrostu gospodarczego jest wyrównany. Nikogo to nie zaskoczyło i po kilku godzinach przepychanki, rentowności wróciły do środowego poziomu i pozostają takie w piątkowe południe.
 
Na tle tych wszystkich wzrostów i spadków, polski rynek obligacji prezentuje się niezwykle stabilnie. Dziesięcioletnie papiery były notowane na poniedziałkowym otwarciu z rentownością 3,15% i taka też była ona w piątkowe południe. Zakres wahań w ciągu tygodnia nie przekraczał 5 punktów bazowych. Jeszcze mniejszą zmiennością wykazały się „dwójki” utrzymujące się w okolicach 1,9% i „piątki” trwające przy 2,61%. Większy ruch dał się zaobserwować właściwie tylko w piątek, kiedy to, nietypowo, odbył się przetarg obligacji Ministerstwa Finansów. Bez trudu sprzedano całą ofertę, wynosiła ona bowiem tylko 3 mld zł. Największym zainteresowaniem cieszyły się najkrótsze, dwuletnie papiery OK0419. Wszystkie jednak sprzedano z rentownościami poniżej kwotowanych na rynku wtórnym. „Dziesiątkę” sprzedano z rentownością poniżej 3,13%. Po tej aukcji tegoroczne potrzeby pożyczkowe są sfinansowane w 68%, a że MF dysponuje płynnymi środkami sięgającymi 80 mld zł, należności z tytułu VAT spływają zaś wręcz znakomicie, nie należy spodziewać się większej podaży obligacji skarbowych w najbliższym czasie. Rynek polskich obligacji będzie więc podążał za rynkami bazowymi z tendencją do akcentowania ruchów rentowności w dół i pozostawania w tyle przy ich wzrostach. W sytuacji umiarkowanego ryzyka, polski rynek papierów skarbowych zachowuje się jak rynek rozwinięty. Trochę inaczej jest w przypadku mocnego „risk off”. Wtedy upodobniamy się do rynków wschodzących.

 
06
czerwca
Skarbiec TFI – jedno z największych na polskim rynku towarzystw funduszy inwestycyjnych –  na koniec maja 2017 roku zarządzało aktywami netto o wartości ponad 18,4 mld PLN.

Aktywa funduszy akcji, mieszanych i alternatywnych zarządzanych przez Skarbiec TFI na koniec maja b.r. wyniosły 1876,7 mln PLN, co oznacza wzrost o 25% w porównaniu z końcem 2016 roku.

Aktywa funduszy pieniężnych, obligacji i aktywów niefinansowych zarządzanych przez Skarbiec TFI na koniec maja b.r. wyniosły 1980,7 mln PLN, co oznacza wzrost o ponad 21% w porównaniu z końcem 2016.
Łącznie aktywa netto funduszy detalicznych w maju osiągnęły 3,86 mld PLN, co oznacza wzrost o 23% w porównaniu z końcem 2016.

– Maj, podobnie jak poprzedni miesiąc, możemy zaliczyć do udanych. Dobra koniunktura na rynku, pomimo obserwowanej lekkiej korekty na warszawskim parkiecie, wspierała wzrost aktywów pod zarządzaniem Skarbiec TFI. Aktywa funduszy detalicznych zarządzanych przez Skarbiec TFI (fundusze aktywów finansowych i niefinansowych, skierowane do szerokiego grona inwestorów) pobiły kwietniowy rekord i osiągnęły na koniec maja 3,86 mld PLN, co oznacza, że zwiększyły się od początku roku o blisko 720 mln PLN (czyli o 23%). W samym maju wzrost aktywów  przekroczył 130 mln PLN.

Aktywa funduszy akcji, mieszanych i alternatywnych na koniec ubiegłego miesiąca osiągnęły 1877 mln PLN, co oznacza wzrost o blisko 373 mln PLN od początku 2017 r. (+27 mln PLN w maju). Wśród funduszy cyklicznych w maju pozytywnie wyróżniały się w portfelu m.in. fundusze Skarbiec Spółek Wzrostowych (+46,9 mln PLN YTD) i Skarbiec III Filar (+24,6 mln PLN YTD). Aktywa funduszy pieniężnych, obligacji i aktywów niefinansowych zarządzanych przez Skarbiec TFI na koniec maja b.r. wyniosły 1980,7 mln PLN, co oznacza wzrost o ponad 21% w porównaniu z końcem 2016. W tej grupie funduszy wyróżnić należy w maju m.in. Skarbiec Obligacji Globalnych (+102,5 mln PLN YTD) i Skarbiec Lokacyjny (+19,1 mln PLN YTD).

Wzrost aktywów kontynuuje także grupa funduszy alternatywnych i absolute return. Ich aktywa łącznie przekraczają obecnie 940 mln PLN i stanowią ponad 24% AuM funduszy detalicznych, zarządzanych przez Skarbiec TFI, w tym aktywa samych funduszy absolute return wynoszą już blisko 670 mln PLN na koniec maja 2017 r. Aktywa Multiasset FIZ wzrosły o 158 mln PLN YTD i przekroczyły 306 mln PLN na koniec maja 2017 r. a ARGO FIZ o 120,3 mln PLN YTD do blisko 200 mln PLN. Warto wymienić w tym gronie również Skarbiec Absolute Return Akcji FIZ (d. SMARTFIZ), którego aktywa wzrosły YTD o 36,3 mln PLN do 62,4 mln PLN. Napływy netto do tych funduszy wyniosły w maju odpowiednio 14,5 mln PLN, 8,3 mln PLN i 12,4 mln PLN. – mówi Marek Rybiec, prezes zarządu Skarbiec Holding S.A. 

05
czerwca

Ta strona używa plików cookies. Kontynuując wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej w tutaj.
Akceptuję  |   Ukryj