19
października

 

Ranking TFI wg. Rzeczpospolitej

 

Komentarz Ewy Radkowskiej-Świętoń Prezes Zarządu Skarbiec TFI

 
Znakomite wyniki funduszy SKARBIEC TFI to zasługa zarówno realizowanego przez nas procesu inwestycyjnego, jak i silnego zespołu zarządzających i analityków. Nie ograniczamy się ani do jednej strategii inwestycyjnej, ani do jednego rynku. Rozwijamy nasze kompetencje wielopłaszczyznowo - poszerzamy wiedzę z obszaru makroekonomii, doskonalimy umiejętności wyboru sektorów, które w dłuższym horyzoncie mogą przynosić ponadprzeciętne zyski oraz fundamentalnego wyszukiwania spółek o potencjale bycia liderami w swoich branżach, dotyczy to wyszukiwania okazji inwestycyjnych zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych. Duży nacisk kładziemy na płynność naszych portfeli, dzięki czemu bez ograniczeń możemy korzystać z nadarzających się szans, jak i szybko skracać nietrafione pozycje. Od lat konsekwentnie realizujemy naszą filozofię inwestycyjną, co pomimo roszad w zespole, pozwala nam osiągać stabilne, dobre wyniki. Uważamy, że nowe osoby bardzo dobrze wpisują się w tę filozofię. Ostatnie zmiany w akcjonariacie nie wpłyną w znaczący sposób na fundusze aktywów finansowych, które pozostają głównym segmentem spółki. Uczestnicy klasycznych funduszy otwartych nie zauważą ich.




 
16
października
16
października

Lektura protokołu z wrześniowego posiedzenia FOMC dostarczyła bardzo ciekawej informacji. Decyzyjne gremium amerykańskiego banku centralnego zaczęło dopuszczać myśl, że niska inflacja wcale nie jest spowodowana czynnikami przejściowymi. Jak to zasugerował Robert Kaplan, głosujący członek FOMC, to globalizacja i nowe technologie mogą odpowiadać za niską dynamikę cen. Nie miało to jeszcze wpływu na przewidywania co do poziomu stóp procentowych, choć z drugiej strony obniżenie prognozy długoterminowej stopy bazowej z 3% do 2,75% może o czymś świadczyć. Rynki finansowe zdają sobie sprawę z rozterek bankierów centralnych i tym uważniej przyglądają się twardym danym makroekonomicznym, które mogłyby w końcu przekonać władze monetarne, że inflacja w starej dobrej formie wróciła, albo że trzeba się pogodzić z jej bardziej umiarkowaną formą. Na razie jednak i tu sytuacja pozostaje niejasna. Dobrym przykładem są piątkowe publikacje danych makro w Stanach Zjednoczonych. Roczny wskaźnik CPI wyniósł 2,2% wobec oczekiwanych 2,3%, co spowodowało, że rynki obniżyły swoje oczekiwania co do skali zaostrzenia polityki pieniężnej. W efekcie rentowność papierów o dziesięcioletnim terminie wykupu spadła o 5 punktów bazowych, do 2,28%. Ale już półtorej godziny później okazało się, że indeks nastrojów konsumentów liczony przez University od Michigan nieoczekiwanie skoczył do 101,1 wobec oczekiwanych 95. Rentowność, o której wyżej, skoczyła do 2,3% w ciągu kwadransa. Ta para danych wpisuje się dobrze w szerszy obraz informacji wprowadzających rynki w konfuzję: wysoka aktywność gospodarcza i niska inflacja. Co do inflacji, to podczas wyliczania wrześniowego wskaźnika Michigan okazało się, że oczekiwania inflacyjne nadal nie rosną.
 
Europejski Bank Centralny także nie przyczynia się do spadku niepewności wśród inwestorów. Zbliża się kolejne posiedzenie Rady i rynki coraz intensywniej roztrząsają możliwe scenariusze dalszych losów europejskiego QE. Bazowy scenariusz to wydłużenie skupu aktywów o 9 miesięcy przy jednoczesnej redukcji miesięcznej kwoty o połowę. Ale na giełdzie pomysłów pojawiają się także inne kombinacje, na przykład redukcja miesięcznej kwoty o 70% przy wydłużeniu skupu o dwa lata lub przedłużenie o 6 miesięcy przy redukcji skupu z 60 do 40 mld EUR miesięcznie. Nadal także istotna jest kwestia wpływu kursu walutowego. W tym tygodniu euro znowu się umocniło w stosunku do dolara, zyskując ponad 1%, choć należałoby dodać, że większość tego ruchu wynikała ze słabości USD, ta zaś, jakże by inaczej, była skutkiem kolejnego zamieszania w okolicach Kapitolu i Białego Domu. Tym razem był to konflikt prezydenta z jednym z republikańskich senatorów, który to konflikt rzucił poważny cień wątpliwości (po raz kolejny) na zdolność Donalda Trumpa do porozumienia się z demokratami w sprawie reformy podatkowej.
 
Polityka daje o sobie znać nie tylko zza oceanu. Choć Katalonia nie zdecydowała się na ogłoszenie niepodległości, to sytuacja na linii Madryt-Barcelona nadal pozostaje napięta. Być może katalońscy separatyści wystraszyli się burzy, którą rozpętali. Trudno bowiem uniknąć skojarzeń z brytyjskim referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej. Autorzy sukcesu „Brexitu” gdzieś zniknęli, a wielu Brytyjczyków zadaje sobie pytanie co się właściwie stało i przede wszystkim, po co. W przypadku Katalonii oderwanie się od Hiszpanii i tym samym wyjście z Unii Europejskiej miałoby nieporównanie gorsze konsekwencje. Być może zaliczenie katalońskich polityków prących (choć coraz mniej energicznie) do secesji do populistów jest nieuzasadnione ale to co dzieje się obecnie na Półwyspie Iberyjskim to jeden z elementów przemian, jakie zachodzą w europejskiej polityce. Takim elementem będzie też wejście austriackich nacjonalistów do rządu jako skutek sukcesu w niedzielnych wyborach parlamentarnych. Będzie to cios dla integracyjnych tendencji w Unii Europejskiej, zwłaszcza że już teraz Austria należy do krajów, w których UE ma najniższe poparcie – tylko 35% Austriaków ma o niej pozytywną opinię.
 
Na tle tych wszystkich rozterek i problemów znakomicie wypadł w minionym tygodniu polski rynek finansowy. Co prawda WIG nie zdołał przebić poziomu 66 tys. punktów i rekord nadal należy do roku 2007 ale jesteśmy coraz bliżej nowego szczytu. Za to znakomicie dały zarobić polskie obligacje. Rentowność 10-letnich obligacji spadła w ciągu tygodnia o 20 punktów bazowych, dając zarobić ponad 1%, co jak na tę klasę aktywów jest świetnym wynikiem, zwłaszcza, że 2017 rok miał być dla obligacji po prostu słaby.
09
października
09
października

W minionym tygodniu największy wpływ na rynki miało referendum w Katalonii, które doprowadziło do wzrostu napięcia na linii Madryt – Barcelona. Mimo wysiłków rządu Hiszpanii doszło ono do skutku, a bezpośrednim efektem były gwałtowne zamieszki, w których ranne zostały setki osób. Raczej nikt nie spodziewał się, że premier Rajoy ucieknie się do zastosowania tak radykalnych środków. Do urn udało się 42% uprawnionych, z czego podobno większość głosowała za niepodległością. Wydaje się, że Madryt przereagował, swoimi działaniami wywołując znacznie większe problemy, niż wynikłyby z samego referendum. Frekwencja nie oszałamia, a sposób liczenia głosów i ustalenie wyniku był łatwy do podważenia. Spread 10-letnich Obligacji Hiszpanii wzrósł w stosunku do bundów o 20 punktów w kulminacyjnym momencie, po czym stopniowo zaczął spadać i tydzień zakończył w okolicach 125 pb. Także wspólna waluta przejściowo osłabła, ale w połowie tygodnia sytuacja unormowała się.

Tydzień w żadnym wypadku nie był jednak nudny i jego ostatni dzień przyniósł dodatkową dawkę emocji. Były nią dane z amerykańskiego rynku pracy. Po raz pierwszy od sierpnia 2010 ubyło miejsc pracy po za rolnictwem, raport NFP wykazał ubytek o 33 tysiące, podczas gdy oczekiwano przyrostu o 80 tys. Prawdopodobnie analitycy niedoszacowani efektu dwóch huraganów, które nawiedziły Stany Zjednoczone. Ważniejsze były jednak informacje o bezrobociu i płacach. Stopa bezrobocia wyniosła 4,2%, wobec oczekiwanych 4,4% i była najniższa od lat 16. Odbyło się to przy wzroście stopy partycypacji do 63,1%, poziomu najwyższego od marca 2014. Także dynamika wynagrodzeń przerosła oczekiwania – w ciągu 12 miesięcy wzrosły o 2,9%, zaś konsens prognoz wynosi l 2,5%. Co więcej, zrewidowane w górę do 2,7% zostały dane za sierpień. W rezultacie rentowności 10-letnich amerykańskich papierów rządowych wzrosły z 2,36% do 2,4%. Dość szybko jednak powróciły do poziomu sprzed ogłoszenia danych. Reakcja rynku pokazuje, że nadal nie znajduje wielu zwolenników teza o nieuchronnym wzroście rentowności w ślad za wyższą aktywnością gospodarczą. Notabene, wskaźnik wyprzedzający koniunktury w przemyśle ISM we wrześniu był najwyższy od 12 lat i tylko 0,1 zabrakło mu do 60.

Również w Strefie Euro znakomite dane z USA zrobiły wrażenie tylko na kilka godzin. Rentowność bundów przez chwilę flirtowała z 0,5%, górnym przedziałem wahań w tym roku, aby pod koniec dnia wrócić do wyjściowych 0,45%. Nietypowo natomiast zachował się polski rynek obligacji. Po nudnym początku tygodnia, w czwartek rentowności zaczęły wzrastać, aby po amerykańskich danych sięgnąć 3,5% w przypadku dziesięciolatek. Potem, wraz rynkami bazowymi rentowności spadły, ale dzień zamknął się na poziomie o 8 punktów wyższym, podczas gdy w Niemczech i Stanach Zjednoczonych cały wzrost został oddany. To ciekawe zważywszy, że potrzeby pożyczkowe budżetu na ten rok są praktycznie pokryte, prognozy naszego PKB rewidują w górę wszelkie możliwe instytucje, zaś RPP nie cofa się ani o krok w swoim poglądzie o braku potrzeby podnoszenia stóp.

Uwagę zwraca fakt, że różnica w rentowności dziesięcioletnich polskich i węgierskich papierów jest najwyższa od grudnia 2002 roku. Przeciętnie była ona w tym okresie o 146 pb wyższa w przypadku papierów naszych bratanków. Obecnie jest o 80 punktów niższa. Prognoza inflacji na 2019 rok to 2,5% dla Polski i 3,1% dla Węgier. Oczywiście, bank centralny tego kraju luzuje politykę i niższa rentowność na krótkim końcu krzywej dochodowości byłaby w pełni uzasadniona. Ale papiery zapadające za 10 lat są wrażliwe przede wszystkim na oczekiwania inflacyjne. Te zaś powinny działać na korzyść naszego rynku. Wygląda więc na to, że międzynarodowy kapitał uwierzył w skuteczność wysiłków Narodowego Banku Węgier, który stara się spłaszczyć krzywą dochodowości tak bardzo jak to tylko możliwe, tworząc bardzo luźne warunki monetarne. W mojej opinii jest to anomalia, która zostanie skorygowana przez rynek. Dość szybko. Spodziewam się wzrostu zainteresowania polskimi obligacjami i spadku rentowności, być może poniżej 3,3% w przypadku papierów dziesięcioletnich.
 
02
października

Ta strona używa plików cookies. Kontynuując wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej w tutaj.
Akceptuję  |   Ukryj