Świat - realny PKB (zmiana procentowa rok do roku)

2013 2014 2015 2016 P 2017 P 2018 P średnia '16 - '18
Świat 2,2 2,4 3,1 2,9 3,2 3,4 3,2

Rynki rozwinięte - realny PKB (zmiana procentowa rok do roku)

2013 2014 2015 2016 P 2017 P 2018 P średnia '16 - '18
Średnia 0,6 1,1 1,4 1,4 1,4 1,4 1,4
USA 1,9 2,4 2,4 1,6 2,3 2,3 2,1
Strefa Euro -0,4 0,9 1,5 1,6 1,5 1,5 1,5
Niemcy 0,5 1,6 1,5 1,8 1,5 1,6 1,6
Francja 0,3 0,4 1,1 1,2 1,3 1,4 1,3
Włochy -1,9 -0,4 0,7 0,9 0,8 1,0 0,9
Wielka Brytania 1,8 2,6 2,2 2,0 1,2 1,3 1,5
Japonia 1,7 0,2 0,6 1,0 1,0 0,9 1,0

Rynki wschodzące - realny PKB (zmiana procentowa rok do roku)

2013 2014 2015 2016 P 2017 P 2018 P średnia '16 - '18
Średnia 4,1 3,2 1,7 2,5 3,8 4,4 3,6
Chiny 7,7 7,4 6,9 6,7 6,4 6,1 6,4
Brazylia 2,2 0,1 -3,7 -3,5 0,8 2,2 -0,2
Rosja 1,3 0,5 -3,7 -0,6 1,1 1,5 0,7
Indie 5,0 4,7 7,4 7,5 6,9 7,6 7,3

Region - realny PKB (zmiana procentowa rok do roku)

2013 2014 2015 2016 P 2017 P 2018 P średnia '16 - '18
Średnia 1,2 3,0 3,5 2,4 2,7 3,0 2,7
Czechy -1,3 2,4 4,3 2,5 2,5 2,6 2,5
Węgry 0,8 3,3 2,8 2,0 2,6 2,7 2,4
Turcja 3,9 3,0 3,4 2,5 2,7 3,2 2,8
Polska 1,4 3,3 3,6 2,7 3,0 3,3 3,0
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych radykalnie zmienił oczekiwania co do rozwoju sytuacji ekonomicznej w tym kraju. Nowym elementem są oczekiwania dotyczące stymulacji fiskalnej w skali, której w przypadku zwycięstwa kandydatki Demokratów nie oczekiwano. Jak policzyła amerykańska organizacja Tax Foundation, realizacja zapowiedzi kandydata Republikanów w zakresie zmniejszenia podatków mogą kosztować budżet nawet 5 bln USD w ciągu kolejnych 10 lat. Z uwagi na proces legislacyjny, stymulacja fiskalna będzie odczuwalna najwcześniej w drugiej połowie roku, i to raczej na zasadzie przygotowań i oczekiwań. Zgodnie z tym, co do tej pory ujawniono, jej wartość szacuje się na 2,6% PKB w ciągu następnych pięciu lat, co daje około 100 mld USD rocznie.

Podstawowe wskaźniki ekonomiczne w USA
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Nawet jednak bez impulsu fiskalnego, największa gospodarka świata będzie rosła szybciej niż w 2016 roku. Według prognoz dynamika PKB sięgnie 2,4-2,5%. Podobnie jak w poprzednich latach do wzrostu będzie kontrybuował przede wszystkim amerykański konsument. Spożycie indywidualne stanowi 70% PKB tego kraju, dlatego jest to tak ważne. Analiza danych z rynku pracy wskazuje na to, że amerykańska gospodarka osiągnęła stan pełnego zatrudnienia. Bezrobocie spadło do zaledwie 4,6%, podczas gdy według szacunków OECD naturalna stopa bezrobocia, czyli taka, która nie powoduje presji inflacyjnej, wynosi 4,94%. Liczba nowych miejsc pracy przyrasta systematycznie, w 2016 roku było to około 180 tys. miesięcznie. Oznacza to roczny przyrost przekraczający 2 mln rocznie, co jest charakterystyczne dla okresów wysokiej koniunktury.

Dwunastomiesięczna zmiana liczby miejsc pracy poza rolnictwem (tys.)
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Nie tylko bezrobocie znajduje się w obszarze, który może wywoływać przyśpieszony wzrost cen. Zgodnie z wyliczeniami Fed, potencjalna dynamika PKB to 2% rocznie i szybszy jego przyrost będzie oznaczał wzmożoną presję inflacyjną. To, co może budzić obecnie pewne obawy to słabość po stronie inwestycji, które w III kwartale były niższe niż rok wcześniej. W krótkim okresie nie jest to jednak czynnik, który może zahamować wzrost i wiele wskazuje na to, że może przestać być problemem. Częściowym rozwiązaniem mogą być bowiem inwestycje infrastrukturalne zapowiadane przez nowego prezydenta, impuls fiskalny realizowany będzie właśnie przez takie wydatki. Ponadto należy wziąć pod uwagę sytuacje na rynku pracy, która zaczyna owocować wzrostem kosztów pracy, a to z kolei będzie prowadziło do wzrostu inwestycji z uwagi na efekt substytucji: droższa praca będzie zastępowana relatywnie tańszym kapitałem.

Brak inwestycji to jeden z elementów składający się na słabość sektora przemysłowego w Stanach Zjednoczonych. W odróżnieniu od rynku pracy czy konsumpcji, tutaj sytuacja nadal pozostaje gorsza niż przed kryzysem 2008 roku. Nie ma ona jednak zasadniczego wpływu na kondycję największej gospodarki świata, która ma charakter postindustrialny i oparta jest na usługach.

ISM PMI w usługach i przemyśle
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Koniunktura w usługach lepiej oddaje stan gospodarki tego kraju, gdyż sektor ten wytwarza ponad 80% PKB i odczyty PMI dla przemysłu nie są już miarodajne dla oceny stanu całej ekonomii. Wydaje się, że często w analizach ekonomicznych nadaje się temu wskaźnikowi wyolbrzymione znaczenie. W 2015 wskaźnik wyprzedzający koniunktury w wytwórstwie spadał z uwagi na załamanie w sektorze wydobywczym po gwałtownym spadku cen ropy naftowej. Obecnie sytuacja tych firm poprawia się wraz z rosnącymi cenami surowców, co znajduje odbicie we wskazaniach PMI. Nie ma jednak powodu aby w tym roku oczekiwać przełomu i przyśpieszenia w przemyśle. Zmianę przyniosą inwestycje, których nie należy oczekiwać wcześniej niż w 2018 roku wraz z pojawieniem się efektów inwestycji infrastrukturalnych i prywatnych. Te drugie będą miały większe znaczenie, nakłady na infrastrukturę zapowiadane przez Donalda Trumpa wyniosą ok 0,3% PKB i będą dokonywane na przestrzeni kilku lat.

Produkcja przemysłowa a wykorzystanie mocy w przemyśle
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Rezerwa Federalna będzie więc podejmowała decyzje co do polityki pieniężnej w warunkach, w których jej podwójny mandat jest zrealizowany: zatrudnienie jest pełne, zaś inflacja poniżej celu. Jednak z uwagi na dynamikę sytuacji, uwaga Fed będzie teraz kierowała się w stronę inflacji, która będzie zapewne rosła. Niemal równo rok po pierwszej w tym cyklu podwyżce stóp 12 grudnia 2016 amerykański bank centralny ponownie zaostrzył politykę pieniężną, co było zgodne z oczekiwaniami i jednocześnie zakomunikował, że w 2017 mogą być jeszcze trzy a nie dwie podwyżki. Co prawda Janet Yellen starała się bagatelizować nowe „kropki” członków FOMC, ale rynek finansowy zgodził się, że wzrost górnej granicy stopy bazowej do 1,5% na koniec tego roku nie jest czymś nie do pomyślenia.

Inflacja
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Jednym z pewniejszych zakładów na 2017 rok jest umacnianie się amerykańskiej waluty. Będzie to prowadziło z jednej strony do wzrostu atrakcyjności importu, z drugiej zaś rzucało kłody pod nogi eksporterom. Już teraz deficyt handlowy USA sięga 500 mld dolarów, co stanowi ok. 2,7% PKB. Mocniejsza krajowa waluta będzie prowadziła do pogłębiania tego zjawiska, a to spowoduje, że pokusa wszczęcia wojen handlowych będzie rosła. Deficyt w handlu z Chinami sięga 400 mld USD i aż prosi się, aby Donald Trump zrobił z tego kraju kozła ofiarnego w swojej protekcjonistycznej krucjacie. Trzeba dodać, że rynki finansowe w swojej reakcji na zwycięstwo kandydata Republikanów poświęcają uwagę przede wszystkim pozytywom takim jak zapowiedź obniżania podatków, ignorują zaś potencjalne zagrożenia, takie jak skutki wprowadzenia ceł i idący za tym spadek wymiany handlowej.

Jednym zdaniem:

Mimo rosnących stóp procentowych amerykańska gospodarka nie zwolni, realne wsparcie ze polityki fiskalnej pojawi się pod koniec roku, na skutki ewentualnego protekcjonizmu przyjdzie poczekać dłużej.

Można śmiało stwierdzić, że gospodarka Zachodniej Europy nie zawiodła w 2016 roku i w 2017 pozytywne tendencje będą kontynuowane. Wydarzeniem numer jeden w tej części świata był oczywiście wynik brytyjskiego referendum. Na razie nie sposób ocenić długofalowych skutków decyzji Brytyjczyków, nie ulega jednak wątpliwości, że będą one bardzo poważne. Wyjście z Unii Europejskiej tak ważnego kraju otwiera bowiem w przyszłości drogę innym sceptykom, tworząc precedens. Co prawda Wielka Brytania zawsze w pewien sposób hołdowała idei Splendid Isolation i w niejednym bliżej jej do Stanów Zjednoczonych niż do kontynentalnej Europy, jednak rozlewająca się coraz szerzej fala populizmu czyni rzeczy do niedawna niewyobrażalne wartymi wzięcia pod rozwagę. Kalendarz polityczny Unii Europejskiej na ten rok jest zapełniony wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi.

Demontaż Unii Europejskiej miałby bardzo negatywny wpływ na stan gospodarki, która jest beneficjentem wspólnego rynku w stopniu znacznie przewyższającym potoczne postrzeganie kwestii. Przywoływanie przykładu Wielkiej Brytanii, która jak na razie wydaje się korzystać na decyzji swoich obywateli jest nieadekwatne. Kraj ten dysponuje bowiem własną walutą, która zamortyzowała szok, przynajmniej na razie. W hipotetycznym przypadku decyzji Włoch o opuszczeniu Unii takiego zderzaka nie będzie. Zanim kraj ten odtworzy własna walutę, wszystkie negatywne konsekwencje uderzą z pełną siłą w krajową gospodarkę. Aby zilustrować, co dzieje się z gospodarką kraju, który nie jest suwerenem monetarnym należy wskazać na Grecję. Dostosowania po 2010 roku odbyły się poprzez spadek aktywności gospodarczej i wynagrodzeń. Nie jest zresztą rozsądne rozważenie konsekwencji opuszczenia wspólnoty europejskiej na przykładzie kraju, który formalnie nawet tego jeszcze nie uczynił, a referendum w tej sprawie odbyło się pół roku temu.

Dezintegracja Unii, do której przyczynia się także Polska otwarcie kwestionując przyjęte zasady, to nie jedyny problem. Kontynent żyje powiem w cieniu obaw o zamachy terrorystyczne, kryzysu imigracyjnego i niepewności co do kierunku, w którym rozwinie się sytuacja geopolityczna. Przerzucenie amerykańskiego sprzętu i personelu wojskowego na teren naszego kraju jest jednym z sygnałów, że międzynarodowy porządek po aneksji Krymu przez Rosję ulega zmianie. Do tego dochodzi deglobalizacja, która dla będącej eksporterem netto Europy Zachodniej może stać się wyzwaniem.

Jednak, mimo tych przeciwnych wiatrów, gospodarka Europy Zachodniej rośnie. W tym roku PKB Strefy Euro powinien wzrosnąć o ok. 1,5%, podobnie jak w 2016. Nie jest to wzrost satysfakcjonujący, ponieważ jednak mówimy o kompozycie liczonym na podstawie danych z kilkunastu krajów. Zmiana PKB wahała się w 2016 (według prognoz i szacunków) od +3,6% w Irlandii, 3,3% w Słowacji i 3,2% w Hiszpanii do -0,4% w Grecji – 0,9% w Włoszech i Finlandii. Największe znaczenie mają oczywiście Niemcy, których gospodarka ma wzrosnąć w tym roku o 1,8% i Francja, gdzie wzrost ma wynieść 1,2%.

PKB
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Podobnie jak w przypadku Stanów Zjednoczonych, także w Strefie Euro za wzrost odpowiada przede wszystkim konsument. Jednak komponent inwestycji jest tu silniejszy niż za oceanem, co wynika z faktu, że Europa nie doświadczyła takiego przyśpieszenia w nakładach na środki brutto jak Stany Zjednoczone w latach 2011-2015, a zwłaszcza w 2012. W tym okresie inwestycje w Strefie Euro spadały. To część większego procesu dywergencji największych gospodarek świata. Na szczęście nie tylko europejski konsument ma się lepiej, także przedsiębiorstwa wykazują wyższą aktywność i to jest podstawowa przyczyna, dla której od kilkunastu miesięcy inwestycje przyśpieszają.

Produkcja przemysłowa vs sprzedaż detaliczna
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Czynnikiem wspierającym inwestycje jest polityka Europejskiego Banku Centralnego, który konsekwentnie utrzymuje stopy procentowe w pobliżu zera oraz prowadzi program skupu aktywów. Tego rodzaju działania nie są tak efektywne jak w przypadku Stanów Zjednoczonych, co wynika z innej struktury finansowania działalności przedsiębiorstw. Duże znaczenie banków jako pośrednika w pozyskiwaniu finansowania obcego mocno zmniejsza skuteczność EBC. Banki europejskie nadal bowiem borykają się z konsekwencjami kryzysu, z których jedną z bardziej ważkich jest zaostrzenie regulacji ostrożnościowych wymuszające ograniczanie skali działalności.

Dynamika kredytu (r/r)
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Jak na razie EBC nie przejmuje się wzrostem inflacji. Z uwagi na priorytet dla wspierania sfery realnej godzi się i będzie godzić się na ujemne realne stopy procentowe. Zgoda ta jest zresztą powodem napięć między Bundesbankiem a pozostałymi bankami centralnymi systemu. Biorąc pod uwagę, że obserwowane przyśpieszenie tempa wzrostu cen wynika na razie głównie ze wzrostu cen surowców, obawy o inflację nie wydają się być uzasadnione. Bundesbank ma wyjątkowo rygorystyczne podejście do kwestii wzrostu cen, które ma swoje korzenie w traumie po hiperinflacji w Republice Weimarskiej.

Inflacja
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Biorąc pod uwagę, że zgodnie z prognozami tempo wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych nie przekroczy 1,4% do połowy przyszłego roku, działania EBC będą skupiać się raczej na nieortodoksyjnej polityce pieniężnej. Końcówka ubiegłego roku upłynęła pod znakiem obaw o rozpoczęcie ograniczania skali skupu aktywów. W miarę upływu czasu prawdopodobieństwo, że „taper” rzeczywiście nastąpi będzie wzrastało. Przynajmniej jednak do końca tego roku skup będzie trwał w niezmienionej skali.

Jednym zdaniem:

Gospodarka Europy Zachodniej rośnie ale ryzyko polityczne jest coraz większe i wobec wyczerpywania się arsenału EBC oczekiwania przesuwają się w stronę polityki fiskalnej.

W 2016 roku ekonomicznym tematem numer jeden stały się inwestycje. Po pierwsze, za sprawą spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego, po drugie za sprawą lepszego wykonania budżetu, niż przewidywała to ustawa. Oba zjawiska były nieoczekiwane, gdyż nie przewidywano, że nakłady na środki trwałe mogą zacząć maleć. Trudno jest wskazać jakąś jedną przyczynę, dla której tak się stało w ubiegłym roku, zapewne jednak nie pozostaje to bez związku ze zmianą rządu i zmianami w polityce gospodarczej. W sferze deklaratywnej zapowiadano ofensywę inwestycyjną, premier Morawiecki już na samym początku sprawowania urzędu przedstawił „Strategię na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”, której ważnymi elementami były zarówno inwestycje jak i pobudzenie przedsiębiorczości. W praktyce jednak to część socjalna programu wyborczego zyskała priorytet i nadrzędnym zadaniem stało się zapewnienie środków na jego sfinansowanie. Sprowadziło się to do zwiększonego fiskalizmu, przejawiającego się wyższą liczbą kontroli i wstrzymywaniem zwrotów VAT. Domyślać się tylko można, na ile ograniczając inwestycje przedsiębiorcy kierowali się wiedzą o niechętnym nastawieniu PiS do biznesu i strachem przed nasilonymi represjami ze strony aparatu skarbowego. Związku jednego z drugim jednak wykluczyć nie sposób. Zmiany w aparacie państwowym pociągnęły za sobą także opóźnienia w realizacji projektów unijnych. Obok wyższych wpływów związanych z aktywnością fiskusa, niższe współfinansowanie inwestycji ze środków UE poprawiło wynik budżetu. Reasumując, niższe wydatki na inwestycje zmniejszyły deficyt budżetowy, zaś związany z tym spadek wpływów z VAT został skompensowany zaostrzeniem w zakresie poboru podatków.

Deficyt
Źródło: Ministerstwo Finansów, Skarbiec TFI

Budżetowi pomogły także niezłe wpływy z PIT, co wynikało z bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy. W ciągu roku bezrobocie rejestrowane spadło z 9,7% do 8,2%. Stopa bezrobocia liczona wg metodologii BAEL zmniejszyła się do 6%. Posługiwanie się tą miarą umożliwia porównanie Polski z innymi krajami Unii Europejskiej, w której przeciętnie liczone w ten sposób bezrobocie wyniosło 9,8%. Spadkowi bezrobocia towarzyszył wzrost zatrudnienia i przeciętnego wynagrodzenia. W rezultacie fundusz płac w listopadzie 2016 roku wzrósł o 7,2% w stosunku do analogicznego miesiąca roku poprzedniego.

Rynek pracy
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Za poprawą sytuacji na rynku pracy poprawa statystyk sprzedaży detalicznej poszła w mniejszym stopniu. Nie widać w nich także wpływu programu „500 plus”, który w ubiegłym roku zasilił kieszenie Polaków kwotą prawie 12 mld zł. Wynika to z faktu, iż sprzedaż detaliczna dotyczy tylko dóbr i tylko podmiotów prowadzących działalność handlową. Tymczasem z innych statystyk wiadomo, że w 2016 do polski sprowadzono rekordową liczbę używanych samochód, bijąc rekord z roku wejścia do Unii Europejskiej.

Sprzedaż detaliczna (zmiana procentowa – rok do roku)
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Dane GUS pokazują także spadek aktywności przedsiębiorstw. Co prawda pod koniec roku odnotowano poprawę w tym zakresie, jednak niepokój może budzić ujemna dynamika produkcji budowlano-montażowej. Nawet podczas kryzysu w 2008 i 2009 roku nie były notowane tak długotrwałe spadki. Jest to powiązane z zapaścią w inwestycjach, gdyż część produkcji budowalno-montażowej to inwestycje infrastrukturalne. Według informacji przekazywanych przez rząd, odbicie w inwestycjach ma nastąpić w III – IV kwartale tego roku. Jednak jeszcze wczesną jesienią premier Morawiecki wskazywał na I kwartał jako termin ożywienia.

Wskaźnik produkcji
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Zaskoczeniem był powrót inflacji w grudniu ubiegłego roku. Wskaźnik wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych urósł do 0,8% r/r kończąc trwająca 28 miesięcy deflację. Nieco wcześniej strefę spadków opuścił wskaźnik cen producentów, który już we wrześniu znalazł się na plusie. Widoczne jest także, co istotne, odwrócenie trendu w zakresie inflacji bazowej, oczyszczonej z cen żywności i energii. W grudniu wyniosła ona 0%. Coraz częściej słyszy się w środowisku ekonomistów, że już w połowie roku może zostać osiągnięty cel inflacyjny NBP. Jednak członkowie Rady Polityki Pieniężnej twierdzą, opierając się między innymi na projekcji inflacji NBP, że nie ma takiego zagrożenia, obecny poziom stóp dobrze służy gospodarce i nie będzie w tym roku potrzeby ich podnoszenia. Co jednak jeśli sprawdzą się coraz bardziej radykalne prognozy i realne stopy (abstrahując od sposobu ich liczenia) staną się ujemne? Historycznie Polska posiadała zazwyczaj jedne z najwyższych realnych stóp na świecie. Wydaje się, że także obecnemu składowi RPP może być trudno zaakceptować realnie ujemne stopy, zwłaszcza jeśli sprawdzi się scenariusz premiera Morawieckiego i dynamika PKB odbije w III kwartale trwale domykając lukę popytową.

Inflacja
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Jednym zdaniem:

PKB rozczarował, budżet zaskoczył pozytywnie ale to dwie strony tej samej monety – problemów z inwestycjami, na które wszyscy czekają.

Jak do tej pory lądowanie chińskiej gospodarki odbywa się wersji miękkiej. Po wzroście PKB, który w 2016 roku wyniósł zapewne 6,7%, w kolejnych latach dynamika gospodarki powinna bardzo powoli spadać. Na ten rok konsens prognoz to 6,4% i jest to jeden z nielicznych krajów, w przypadku którego w porównaniu do końca 2015 roku przewidywania przesunęły się w górę. Naszym zdaniem spowolnienie ma w znacznej mierze źródło w zmianie modelu drugiej co do wielkości gospodarki świata. Następuje rotacja sektorów w stronę bardziej dojrzałego modelu opartego na konsumpcji a nie na inwestycjach.

Udział w nominalnym PKB
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Zmiana modelu pociągnęła za sobą niekorzystne zjawiska, takie jak spadek rentowności przedsiębiorstw „starej gospodarki”, działających w obszarze szeroko rozumianych inwestycji. Działania chińskich władz zmierzające do podtrzymania koniunktury koncentrują się oczywiście właśnie w tej sferze ponieważ infrastruktura nadal wymaga usprawnień a ponadto w ten sposób środki trafiają do przedsiębiorstw najbardziej potrzebujących wparcia. Dodatkowym wsparciem jest prowadzony od października ubiegłego roku program zamiany długu na akcje wybranych banków, które dzięki temu zyskują nowe możliwości finansowania państwowych firm. Powyższe oraz czynniki cykliczne przyczyniły się już do poprawy sytuacji w sektorze wytwórczym, który w III kwartale ponownie zaczął przyspieszać.

Roczne dynamiki
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Chińska gospodarka, obok inwestycji, opierała się na eksporcie. To jednak także ulega zmianie. W obliczu wzrostu kosztów pracy część produkcji przenoszona jest do krajów z tańszą siłą roboczą. Z drugiej strony wzrasta import, co powoduje, że nadwyżka handlowa jest coraz mniejsza. Akurat wzrost importu nie jest zjawiskiem złym, gdyż świadczy o umacniającym się popycie wewnętrznym. Od pewnego czasu malejąca nadwyżka w handlu zagranicznym stała się problemem z uwagi na odpływ kapitału i spadające rezerwy walutowe. W ciągu roku zmniejszyły się one o ponad 300 mld USD. W tym kontekście za czynnik ryzyka trzeba uznać zapowiedzi nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który upatruje w Chinach źródła wielu problemów gospodarki USA. Ewentualne wojny handlowe mogą pogłębić opisywane zjawiska i negatywnie odbić się na tempie wzrostu.

Bilans handlowy
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Sytuacja, w której szybko rosnąca gospodarka powoduje deficyt handlowy jest dość typowa. Chinom daleko do takiej sytuacji, jednak wewnętrzne zmiany w strukturze produkcji i konsumpcji powodują, że import będzie w kolejnych latach wzrastał szybciej niż eksport. Biorąc pod uwagę napięcia, z jakimi mamy do czynienia w Chinach, stan rynku wewnętrznego trzeba uznać za bardzo dobry. Mimo spadku dynamiki PKB, zarówno sprzedaż detaliczna jak i produkcja przemysłowa wykazują dużą odporność. Praktycznie od początku 2015 roku ich dynamiki utrzymują się na stałym poziomie.

Sprzedaż detaliczna vs produkcja przemysłowa. Sprzedaż detaliczna (zmiana procentowa – rok do roku)
Źródło: Bloomberg, Skarbiec TFI

Obecnie za największe czynniki ryzyka należy uznać zadłużenie chińskich przedsiębiorstw oraz sytuację na rynku nieruchomości. Na koniec października 2016 roku relacja długu firm do PKB zbliżyła się do 220%, co jest wartością zawrotną. Na szczęście dług publiczny pozostaje pod kontrolą i sięgnął 43% PKB. Dodatkowym zagrożeniem jest niska jakość kredytów, zwłaszcza że dane w tym zakresie nie są wiarygodne z uwagi na powtarzane co pewien czas operacje oddłużania przedsiębiorstw państwowych. Na rynku nieruchomości mamy z kolei do czynienia z przegrzaniem w najlepszych lokalizacjach związanym z gwałtownym wzrostem zadłużenia Chińczyków z tytułu kredytu hipotecznego.

Jednym zdaniem:

Sytuacja w Chinach to najbardziej znaczący czynnik ryzyka dla gospodarki światowej, na szczęście na razie wydaje się być ona pod kontrolą władz.

Bądź zawsze na bieżąco

Aktualne komentarze i opracowania rynkowe możemy dostarczać bezpośrednio na Twoją skrzynkę pocztową. Wejdź do naszego nowego centrum powiadomień i wybierz interesującą Cię tematykę.

CENTRUM POWIADOMIEŃ